Ostatni tydzień października był dla teamu AST Poland niezwykle owocny. Zaledwie w ciągu 7 dni spotkało ich wiele miłych niespodzianek. W piątek przedstawiciele Teamu: Andrzej i Tomek udali się odebrać sprzęt od sponsora.

Viking i Uvex. Każdy dostał pełen karton z wybranym przez siebie sprzętem (rękawiczki, gogle, czapki, opaski, bielizna termo aktywna) oraz kask i gogle. Na szczęście nie musieliśmy zbyt długo czekać, aby wypróbować nowy sprzęt. Zaledwie 2 dni później AST Poland w składzie: Weronika, Natalia, Tomek i Andrzej wraz z prywatnie opłaconym trenerem wyjeżdżali na kolejne zgrupowanie. 9 godzin podróży i w końcu dotarliśmy na miejsce. Po śniegu, który tydzień temu zaskoczył wszystkich swoją ilością nie było ani śladu. Nie mogliśmy się już doczekać następnego dnia, ponieważ miał to być dla nas pierwszy trening na tyczkach.
Niestety nie było jednak tak kolorowo. Tym razem na lodowiec Stubai zawitało znacznie więcej zawodników i amatorów białego szaleństwa, ze względu na zbliżający się Puchar Świata w narciarstwie alpejskim w Soelden. Dlatego też na tyczkach mogliśmy trenować dopiero popołudniu, ponieważ wszystkie trasy od samego rana były już zarezerwowane…jak się okazało od wiosny.
ast2014-2
Na miejscu dołączyła do nas Karolina, która przyjechała na zgrupowanie z trenerem Skowrońskim. Zawiedzeni po pierwszym treningu pesymistycznie wyobrażaliśmy sobie wizję przyszłych treningów, ponieważ trenowanie na slalomie od godzinie 13 w miejscu gdzie ktoś już wcześniej miał postawiony slalom nie należy do najprzyjemniejszych. Jednak los się do na uśmiechnął.
Następnego dnia udało nam się „dogadać” z Holendrami i razem z nimi trenowaliśmy slalom równoległy od samego rana. Kolejnego dnia było jeszcze lepiej, a przecież zapowiadało się tak źle. Udało nam się zarezerwować trasę tylko dla siebie i mogliśmy od rana trenować na slalomie gigancie. Tak już zostało do końca obozu. Mogliśmy spokojnie trenować od samego rana na dobrze przygotowanych trasach 😉
Można powiedzieć, że pogoda nam dopisała, co dzień rano witało nas piękne słońce wraz z księżycem, który jeszcze nie zdążył się schować. W zasadzie tylko na jeden dzień pogoda nieco się zepsuła, słońce nie wyszło zza chmur i padał deszcz, jednak nie było tak źle. Udało nam się potrenować nawet pomimo silnego wiatru i mgły.

Każdego dnia wracaliśmy zmęczeni, jednak baaardzo zadowoleni, bo wiedzieliśmy, że wykonaliśmy „kawał dobrej roboty” na stoku. Dni wyglądały praktycznie tak samo. Po powrocie ze stoku jedliśmy obiad, najpierw oczywiście trzeba go było zrobić. Później chwila oddechu przy kawie, przygotowanie desek na następny dzień i trzeba było się zbierać na drugi trening: bieganie, slackline, rozciąganie. Później mieliśmy wideo analizę i tak mijał nam dzień 😉

Zadowoleni z uśmiechem na twarzy wracamy do Polski, ale nie na długo. Już we wtorek Weronika, Tomek i Andrzej wylatują do Cooper Mountain w stanie Kolorado na Puchar Kontynentalny, gdzie zmierzą się z wieloma czołowymi zawodnikami nie tylko z USA.  Swoją obecność potwierdzili już zawodnicy Pucharu Świata z Austrii i Słowenii.