V
Windsurfingowe Mistrzostwa Polski
w Snowboardzie
***
Szklarska Poręba, Hala Szrenicka 10-11 marca 2007

 

Dalczego Windsurfingowe? – Ponieważ celem imprezy było pokazanie, że zima wcale nie musi być sezonem martwym dla surferów.
Dlaczego Mistrzostwa Polski?- A dlaczego by nie?
Dlaczego Snowboardowe?- Ponieważ deska windsurfingowa w ślizgu niewiele różni się od snowboardowej w puchu, czy na trasie boardercrossu.
Dlaczego V (piąte) ? – Tak wynika z obliczeń.

 

Jakieś fatum towarzyszyło nam w tym roku od samego początku. Najpierw okazało się, że tzw. TV-gwiazdy swój narciarski slalom przenoszą z nartostrady Puchatek na Halę Szrenicką, potem pojawiły się problemy techniczne z transportem i wyciągiem, aż w końcu w sobotę Halę spowiła mgła. To dobrze wróżyło, bo wszystko co źle się zaczyna, dobrze się kończy. Rzeczywiście tak się stało. Tuż po przekroczeniu mety przez ostatniego zawodnika przestało wiać i padać, mgła ustąpiła i rozchmurzyło się. Wieczorne afterparty odbyło się już przy idealnej pogodzie. Ale zacznijmy od początku…

Gwiezdne wojny.M Na starcie tym razem pojawiło się około 30 zawodników oraz gromadka pozakonkursowych szkrabów. W porównaniu do poprzednich edycji nie był to imponujący wynik ale jak zwykle przyjechali ci, na których liczyliśmy, a to jest najważniejsze. Gościliśmy snowboarderów, których nie zraziła konieczność jazdy samochodem przez pół Polski po to by we mgle szukać niebieskich i czerwonych tyczek, za karę na mecie wypić do dna zmrożone piwo i wieczorem na liście wyników przeczytać przy swoim nazwisku DNF. Dotyczy to na przykład Wojtka vel Kuli, który miał chyba najgorszy wskaźnik czasu dojazdu do czasu pobytu. Wśród tych osób znalazł się również Paweł Dittrich, który przejechał trasę boardercrossu najszybciej i jakoś niespecjalnie przejął się faktem, że coś tam po drodze ominął i nie został sklasyfikowany. Paweł (Pol-381) jest byłym windsurfingowym wicemistrzem Polski, a w ubiegłorocznych Mistrzostwach Świata Formuły Windsurfing zajął 7 miejsce. O naszych mistrzostwach dowiedział się zupełnie przypadkowo. Niezrażony brakiem wolnych miejsc w schronisku, zapakował dzieci i po kilkugodzinnej jeździe z Berlina zaparkował swojego campera pod Kamieńczykiem. To właśnie tacy snowboarderzy jak Kula, czy Paweł byli 10 marca Gwiazdami na Hali Szrenickiej, a nie odtwórcy głównych ról w serialach i inne telewizyjno-gazetowe VIP-y i Vip-ki, z którymi przyszło nam dzielić stok na Hali i ławki w świetlicy schroniska .

Mleko. Ze względu na wspomniany Slalom Gwiazd poproszeni zostaliśmy o ustąpienie pola VIP-narciarzom i przeniesienie się na drugą stronę Hali. Ze względu na mgłę i bezpieczeństwo zawodników skróciliśmy nieznacznie trasę i zrezygnowaliśmy również z przejazdu parami.

Przy słabej widoczności aby wygrać należało wykazać się dla odmiany nie szybkością lecz spostrzegawczością. Jadąc szybko w tym mleku trudno było zorientować się, która tyczka ograniczająca trasę jest czerwona, a która niebieska i z której strony ją minąć. Było wiele dyskwalifikacji, w tym o dziwo wśród osób bardzo dobrze jeżdżących.

Absolutnym zwycięzcą okazał się Szymon Pruszyński, któremu zacięła się skrzynia biegów i był zmuszony jechać na luzie. Jego czas może nie był imponujący za to spostrzegawczość wręcz przeciwnie. W każdym razie daltonistą nie jest na pewno. Bezbłędnie odróżnił kolor niebieski od czerwonego i prawą rękę od lewej. Szymon wygrał w klasyfikacji generalnej oraz był najlepszy wśród windsurferów. Wygrał również bieg z piwem, czyli Wielką Szrenicką. Piwo, które sobie naważył na starcie dowiózł w całości na metę i wypił do dna, mimo tego że jego temperatura niewiele przekraczała temperaturę topnienia śniegu.

Niepływającą Resztę Świata, najlepiej reprezentował Michał Tlatlik. Wśród pań, Paulina która przez cztery kolejne lata pozostawała niepokonana, została zdetronizowana przez Wiktorię Rychlik i Beatę Dufrat, jeżdżące na desce od całkiem niedawna. Większość z ośmiu startujących kobiet pogubiła się na tej krótkiej trasie, potwierdzając tym samym tezę, że kobiety mają problemy z orientacją w terenie. (choć na poprzednich imprezach radziły sobie całkiem nieźle)

Marchewka. Z początku wydawało się, że w tym roku będziemy walczyć o pietruszkę – sezon zimowy jaki był wszyscy wiemy. To odbiło się na hojności sponsorów. Mimo wszystko jakimś cudem udało się zmobilizować darczyńców i tuż przed zawodami pojawiła się również szansa na marchewkę. Grand Prix w postaci deski snowboardowej ufundowała firma reprezentująca całkiem nowy brand pod wezwaniem SCREWBOARDS. Najlepszy windsurfer otrzymał trapez North Sails. Wśród pozostałych nagród były między innymi: talony upoważniające do zakupu w sklepach internetowych SURFMIX.COM oraz SNOWSPORT.PL, spodnie i kurtki snowboardowe NFA, wiązania Option, żółwie ochronne Deemeed, rękawice i plecaki snowboardowe Dakine, akcesoria windsurfingowe oraz snowboardowe itp. itd.

Nikt tego nie liczył ale na oko suma nagród przekroczyła na pewno 5000 pln, czyli 178 pln/osobę. Część nagród została rozlosowana wśród uczestników i zdecydowana większość opuściła Halę z jakimś mniej lub bardziej wartościowym gadżetem.

Głównymi sponsorami imprezy w tym roku byli (w kolejności alfabetycznej):
SURFMIX – http://www.surfmix.com

SNOWSPORT – http://www.snowsport.pl
SCREW BORDS – http://www.screwboards.pl
Vento(NITRO, ZIENER, NORTH SAILS, PROLIMIT)
FreeWay(DAKINE)
X-Sport(OPTION, NFA)
Olaf(DEEMEED, THE VIRUS)

Swoje trzy grosze dorzucili również:
Tomar, Legnica – sklep i serwis narciarsko-snowboardowy,
3 Style Sport (VöLKL)
V-tech (F2)

Napoje dla zawodników dostarczyła Coca-cola (Powerade), materiały do zabezpieczenia trasy Tekstyl, Legnica. Certyfikaty wydrukowała drukarnia Tinta, Legnica, a zawodników ubezpieczyło Biuro Ubezpieczeń Edyty Fojcik i Krzysztofa Kupaja z Legnicy.

Niedziela tradycyjnie była pogodowo perfekcyjna. Postanowiliśmy tego nie zmarnować i pomimo braku wiatru rozpoczeliśmy sezon windsurfingowy. W ciągu tych pięciu lat od kiedy organizowane są zawody, zawsze znalazł się ktoś, kto powątpiewał w sens porównywania windsurfingu do snowboardu. My jesteśmy głęboko przekonani o wzajemnych związkach tych dwóch dyscyplin i dlatego postanowiliśmy w końcu to udowodnić. Deskę snowboardową do testów (Screw Tonus 2007) przekazała firma Screwboards, a żagiel (jeszcze gorący North Sails ICE 2007) sklep: Surfmix.com Efekt był nieoczekiwany, a jeszcze lepsza zabawa (dokładna relacja już wkrótce). Zestaw wymaga jeszcze pewnego tuningu – ale już dziś jest pewne, że eksperyment będziemy kontynuować, zwłaszcza że da się na tym wjechać orczykiem na górę i co najważniejsze do zabawy wcale nie potrzeba wiatru:). Zdjęcia i krótki film z pierwszych prób można oglądnąć na www.hala-szrenicka.com.

Podsumowanie. Przed pięcioma laty, gdy organizowaliśmy pierwszą imprezę nie było mowy o jej kontynuacji. Wręcz przeciwnie, po każdej zarzekaliśmy się, że to już ostatni raz. Tak jest i tym razem – piąte, jubileuszowe zawody, miały być ostatnimi i były ostatnimi. Każda impreza ma swój początek i koniec, z wyjątkiem Orkiestry Świątecznej Pomocy, która gra do końca świata i jeden dzień dłużej.

Przez te pięć lat na imprezę przyjeżdżali różni ludzie, głównie dla zabawy, pokonywali setki kilometrów, często przyjeżdżając z zagranicy. Nie narzekali, że ciepła woda jest tylko w określonych godzinach, że zupa jest za słona, że śnieg jest zbyt biały. Przyjeżdżali, startowali, wygrywali czy przegrywali – byli zadowoleni, że mogli miło spędzić czas z innymi, którzy mają wspólną pasję snowboard i windsurfing. Dla tych osób warto było poświęcać prywatny czas, a czasami i pieniądze.

Patrząc przez pryzmat tych kilku lat, cel który sobie postawiliśmy: popularyzacja windsurfingu wśród snowboarderów i snowboardu wśród windsurferów, został osiągnięty. Oczywiście mowa tu o skali lokalnej. Początkowo tylko nieliczni z tych, którzy co roku uczestniczyli w zawodach, potrafili pokazać cokolwiek na snowboardzie. Hala Szrenicka stanowiła dla nas nie lada wyzwanie. Dzisiaj przyjeżdżamy tutaj z sentymentu i dla zabawy, a jeździmy na czarnych trasach w Alpach. Niektórych siłą trzeba było zapisywać na listę startową przed pięcioma laty, a dzisiaj są instruktorami, startują w poważnych zawodach i z pewnością o nich jeszcze usłyszymy. Są też i tacy, którzy świetnie jeżdżą na desce zimą i zaczęli się interesować windsurfingiem jako alternatywą na lato. Halowe zawody w jakimś tam drobnym ułamku przyczyniły się do tych sukcesów.

Nie oznacza to oczywiście, że na tym koniec, że na Hali powieje nudą. Nic z tych rzeczy. Jest już nawet pewna idea … a to jest w tym wszystkim najważniejsze.

Komitet Organizacyjny