Mimo że stok nie jest wygładzony, a część armatek śniegowych się zacięła, to i tak lepszego snowboardu nie ma . Oto recenzja Shaun White Snowboarding!

 

Wcielam się w snowboardera, który właśnie zaznajomił się z Shaunem. A ponieważ nieźle rokuję, to rudy zaprasza mnie do swojej ekipy i oddaje do dyspozycji cztery wielkie góry. Od tego momentu mogę właściwie robić co chcemy, bo gra ma całkowicie otwartą strukturę, a do tego od samego początku umiem już prawie wszystkie triki. Prawie, bo kilka z nich to takie specjalne sztuczki, które pozwalają na przykład przebijać się przez lód albo włączać coś w rodzaju turbo.

 

Podstawowy zestaw trików jest jednak dostępny już od pierwszych minut. Można kręcić salta i śruby, łapać deskę w powietrzu i balansować na niej na ziemi. Wszystko zależy od wybrania odpowiedniego miejsca i poprawnego wklepania odpowiedniej kombinacji.

shaun-white-snowboarding2

Można próbować robić tricki na klawiaturze. Jedna ręka steruje, a druga wyłamuje sobie palce, próbując łapać deskę, skakać i robić tweaki, czyli modyfikować już zrobione sztuczki. Ja nie jestem masochistą, więc wybrałem pada. Lewą gałką steruję postacią, prawą robię tricki. Do tego dochodzą przyciski, ale i tak jest to o niebo łatwiejsze, niż ogarnięcie całości na klawiaturze.

 

MOJA GÓRA
Najwięcej radochy Shaun White Snowboarding daje wtedy, gdy do niczego nie zmusza. Mnie szczególnie bawiło wlatywanie na sam szczyt (jest specjalny serwis helikopterowy), a potem swobodne zjeżdżanie na sam dół. Po drodze czesałem sobie jakieś tricki, całkowicie nie przejmując się, że nic z tego nie mam, oprócz satysfakcji i punktów. Punkty zliczają się do tak zwanej sesji – póki nie zrobię żadnego błędu, albo nie zatrzymam deski, kolejne triki nadal powiększają pulę. Oczywiście mogę wziąć udział w jakichś zawodach, w których potem wygram kasę, za którą kupię sobie lepsze ciuchy, ale zupełnie mnie to nie interesuje.

 

Jedyny powód dla którego kasę zarabiać warto to lepsze deski. Sprzęt dzieli się na trzy kategorie – przeznaczone do trikowania, do wyścigów i zrównoważone. Lepsze decki są bardzo drogie, więc niestety jeśli ktoś chce się rozwijać, to branie udziału w aktywnościach proponowanych przez autorów wydaje się smutną koniecznością.

 

Prócz zaliczania konkursów skoków czy ślizgów czeka jeszcze zbieranie monet. To dość chory pomysł, a przy okazji niestety niezbędny do awansowania w grze. Początkowo monety rozmieszczone są w łatwo dostępnych miejscach. Z czasem autorzy Shaun White Snowboarding zaczynają szaleć i dostanie się do pieniążka może na przykład łączyć się z dwustumetrową jazdą po wąskiej desce. Jeśli się spadnie, to trzeba wracać spory kawałek pod górę i próbować znowu. Gra ma co prawda całkiem niezły system markerów, do których potem można się przenosić, ale mimo tego zbieranie monet do najfajniejszych zadań nie należy. To frustrująca i wkurzająca zabawa.

shaun-white-snowboarding3

Shaun White Snowboarding wykorzystuje silnik… Assasin’s Creed. Powaga. Cieszy oczy niezwykłymi panoramami, a gdy stoję na samym szczycie, pod nami rozciąga się długa na kilka kilometrów góra. W zależności od tego, którą wybrałem, może być bardziej lub mniej pofałdowana. Niektóre, jak Alaska, są prawie całkowicie dzikie, inne mają uregulowane zbocza wypełnione snowparkami. Mnie najbardziej cieszyła jazda poza trasami, skakanie przez przepaści i ucieczki przed lawinami.

 

Jeśli ktoś przeboleje nieco bezcelowe jeżdżenie i dość słabe wyzwania dla samotnego gracza i jeśli spodoba mu się system sterowania, to Shaun White Snowboarding da mu kilkanaście godzin całkiem niezłej rozrywki. Mnie jeżdżenie po czterech wielkich górach ubawiło, choć na dłuższą metę jest nieco nudnawe. To taka gra dla samego grania, tylko nie bardzo jest co wygrywać.

 

Shaun White Snowboarding – recenzja – Podsumowanie: + fajne wielkie i ciekawe zbocza + system tricków pozwalający na dużą swobodę – zdarzające się błędy w fizyce jazdy – nuda wiejąca z trybu singlowego

 

OCENA: 6/10
Recenzja Shaun White Snowboarding pochodzi z magazynu PLAY PC 3/2009. Autor: Tadeusz Zieliński